2 maja 2017

III - STRZYGA



"Największe występki wynikają
z nadmiernych pragnień,
a nie z konieczności."



   - Koszmarna pogoda - wyszeptała kobieta. Spojrzała na czarne jak smoła niebo, po chwili jej delikatną skórę zmoczył mroźny deszcz.
   Staruszka znajdująca się po jej lewej stronie, nie odezwała się ani słowem od kiedy wyszły z ich kwatery. Należała do milczących i skupionych na swoim celu osób, zostawiających uwagi i spostrzeżenia dla samej siebie.
    Różowowłosa podtrzymywała starowinę pod pachą, pomagając przejść jej drogę. Twarz seniorki zasłaniał szeroki kaptur, jednakże nawet z pod niego można było dostrzec błysk w jej piwnych oczach, głęboko osadzonych w ciemnych oczodołach. Tylko jej oczom upływ lat nie odebrał piękna, które niegdyś tak bardzo sobie ceniła. 
Już dawno zapomniała o przeszłości. Teraz dla babki liczyła się tylko pomoc młodym. Pomoc za wszelką cenę. Długi żywot nauczył ją, że czasem do szczęścia trzeba dojść postępując brutalnie i niemoralnie. Przyszłe pokolenia zasługują na coś lepszego, więc dla większego dobra była gotowa poświęcić zasady, zdrowie, a nawet własne życie.
Odnalazła kogoś kto zrealizuje jej marzenia o lepszym świecie. O świecie dobra i zgody. O świecie, z którego zniknie chaos, a zastąpi go ład i porządek absolutny. Wierzyła w Nią niczym w posłanniczkę najpotężniejszych bogów. Przekazała tą wiarę swojej uczennicy, która, chcąc nie chcąc, któregoś dnia będzie zmuszona zająć jej miejsce i ze wszystkich sił pomóc Kreatorce.
Zbliżała się czwarta w nocy, a deszcz nie odpuszczał od kilku dobrych godzin, zmieniając drogę w wielkie bagno i przemaczając ich ubrania do suchej nitki. Jednak okazja do spotkania była idealna. Z zamku zniknęli wszyscy, którzy mieli w głowach choć krztynę rozumu, pozostali byli ignorantami, bez najmniejszych szans na zrozumienie tego, co się w okół ich dzieje. Król stał na czele tej grupy, nie wiedząc nawet kogo gości w swoim dworze.
    Już od jakiegoś czasu zamieszkiwały małą chatkę leżącą pod zachodnim murem otaczającym zamek. Podobno niegdyś budynek zajmowała służba, jednakże do czasu ich przybycia dom był od dawna opuszczony. Otoczenie wysokich starych drzew i daleka droga do siedziby władcy, sprzyjały kobietom w spokojnym wykonywaniu ich obowiązków.
    Zbliżały się do cichej i ciemnej posiadłości. Wszyscy jej mieszkańcy od dawna spali, nie wliczając w to jednego małego wyjątku. Ten właśnie wyjątek stał teraz przed tylnymi drzwiami. Jej twarz zdobił na pozór życzliwy uśmiech, na którego widok Sakurę przeszły dreszcze. Bała się wszystkiego co było związane z jej osobą. 

***

    Wpatrywał się w chłopca z twarzą w kolorze purpury. Słyszał go już wcześniej, najczęściej kiedy był sam, jednak zdarzało się też, że był wtedy z mamą. Ona go nie słyszała. Dorośli nie potrafią słuchać. Pierwszy raz ukazał mu się w całej okazałości. Długie włosy przysłaniały jego przerażającą buzię. Sasuke wydawało się, że młodzieniec nie jest od niego wiele starszy. Uchiha miał wtedy sześć lat, ale pamięta tą chwilę dokładnie, tak jakby miała miejsce zaledwie wczoraj.
   Chłopiec stał w bezruchu, uśmiechał się tylko delikatnie, jakby chciał zaprosić do go zabawy. Wpatrywał się w niego przez dobrych kilka minut, kiedy nagle zjawa niespodziewanie się odwróciła i zniknęła w korytarzu.
   Raz kozie śmierć. Czarnowłosy młodzieniec ruszył się z miejsca i popędził za kilkulatkiem o czerwonej twarzy. Jednak kiedy wyszedł z pomieszczenia, w którym jeszcze przed chwilą byli we dwoje, nie zauważył kompletnie nikogo. Stał tak chwilę w bezruchu bacznie przyglądając się ciemnościom korytarza.
   - Tutaj jesteś Sasuke - Mikoto pojawiła się znikąd za swoim synem, delikatnie gładząc jego czarną czuprynę. Chłopiec dalej wpatrywał się w korytarz z niedowierzaniem. - Co się dzieje synku?
    Jego dziecięce oczka zaszkliły się, aby po chwili wydać z siebie potok łez. Kobieta wzięła swoje ukochane dziecko w ramiona, przytulając czule.
    - Znowu on - wyszeptał łagodnym głosem, kiedy już się uspokoił.
   - Ah tak? - jej głos był łagodny i delikatny, była jedyną osobą na świecie, która potrafiła go uspokoić.
   Kochał ją jak nikogo innego. To właśnie dlatego jakiś czas wcześniej podjął odpowiedzialną, jak na siedmiolatka, decyzję i postanowił opowiedzieć swojej wspaniałej mamie o sekretnym chłopcu, którego nieustannie słyszy. Tylko Mikoto o tym wiedziała. Zabronił jej mówić o tym Itachiemu i ojcu, wstydził się. Myślał, że uznają go za dziwaka i będą się z niego wyśmiewać.
  - Głuptasie, mówiłam cie przecież, że to nic złego - ciepłą dłonią otarła łzy z jego twarzy. - Wręcz przeciwnie, to bardzo dobrze o tobie świadczy, maluchu - uśmiechnęła się życzliwie. - Tylko chłopiec z tak czystym serduszkiem jak twoje jest w stanie dostrzec coś tak tajemniczego.

     Jedenaście lat później życie Sasuke toczyło się całkiem innym torem. Powierniczka jego sekretów odeszła do lepszego świata, zostawiając w sercu chłopaka wiele wspaniałych wspomnień. Nastały czasy bitew, których dokładnej przyczyny czarnowłosy nie zna po dziś dzień.

     Już od pięciu lat w jego życiu gościł Madara, wspaniały bohater, idealny obrońca kraju. Udało mi się namówić Króla do udziału Sasuke na nadchodzącej walce, w której siedemnastoletni młody mężczyzna miał zbrudzić swoje czyste jak dotąd serce i tym samym pozbyć się duchów przeszłości.
    Ich przeciwnicy nie byli wprawieni w boju, nawet niedoświadczony w walce Uchiha dał radę pokonać kilku z nich. Przelał krew, jak twierdził, niewinnych ludzi.
    Wrócili do Królestwa w wyśmienitych nastrojach. Stracili tylko kilkunastu ludzi, co było wielkim sukcesem. Zmietli z powierzchni ziemi, wieśniaków, którzy bezsensownie stawiali opór. Starsi bracia pośpiesznie ruszyli do Króla, aby pochwalić się osiągnięciem, które w dużej mierze było ich zasługą.
      I wtedy Sasuke ujrzał go drugi raz w życiu. Mordowanie niewinnych nie przyniosło zamierzonego efektu. A może ci ludzi nie byli niewinni?
  Stał na szczycie schodów, przed wejściem do zamku. Leniwie opierał się o dębowe wrota, uśmiechając się do czarnowłosego. Lekkie podmuchy wiatru rozwiewały długie włosy zjawy, co przeczyło wszystkiemu co Sasuke wiedział o tego typu tworach. A to najprawdziwszy człowiek?
    Niepewnie podszedł bliżej, chcąc przyjrzeć się chłopcu dokładniej. Wyglądał tak jak go zapamiętał, jakby nie postarzał się nawet o dzień.
     - Sasuke, rusz się! - usłyszał odbijający się echem krzyk z wnętrza zamku. - Co tu tak długo robisz?
   Madara wyłonił się z ciemności budynku, stając tak blisko tajemniczego chłopca, że niemalże ocierał się o niego przedramieniem. Młody mężczyzna spojrzał na tajemnicze widziadło, a następnie na brata, który ewidentnie nie dostrzegał tego, co się obok niego znajduje.
    - Choć do środka - straszy Uchiha przywołał go gestem ręki, uśmiechając się w sposób, w jaki uśmiechał się tylko do swoich braci - strasznie tu piździ.
    Nie był prawdziwy.
   Lękliwie wykonał pierwszy krok, a potem kolejny. Kątem oka wciąż wpatrywał się w chłopca o czerwonej twarzy, którego uśmieszek wyglądał coraz dziwaczniej. Czarnowłosy był teraz w odległości zaledwie metra od dziecka. Zamknął oczy, mając nadzieję, że nie potknie się o któryś ze schodków. Nie chciał dłużej patrzeć na tą twarz, nie dawał rady.
    - Jeszcze nie mogę na dobre odejść, Sasuke.
     Przeszła go gęsia skórka, a serce podskoczyło mu pod samo gardło.
   Otworzył nerwowo oczy, jednak przed drzwiami ujrzał tylko Madarę, który patrzał na niego z pytającą miną.

***

Odkąd Itachi i Madara opuścili Królestwo, Yumi męczyła go dziesiątkami niedorzecznych zadań. Przybierały one formę próśb, jednakże dobrze Sasuke wiedział, że chce go w ten sposób ukarać za jego zachowanie na przyjęciu.
     Fakt, że brązowowłosa ma zamiar zmusić go do ożenku, potęgował uczucie złości w stosunku do niej. Jej sztuczny uśmiech doprowadzał go do szewskiej pasji. Z każdą kolejną godziną, w której był zmuszony do przebywania w towarzystwie tej okropnej kobiety, coraz bardziej czuł, że jest z nią coś nie tak.
     Zauważył nawet, że śmierć Muzai, którą jeszcze wczoraj była niesamowicie przejęta, teraz już nie jest dla niej tak istotna. Dziewczynę pochowano z samego rana, kiedy jeszcze smacznie spał, ale już chwilę po ceremonii postawiła go na równe nogi, przy użyciu szklanki zimnej wody.
   Niczego nie pragnął bardziej, niż powiedzenia Yumi co tak na prawdę o niej myśli. Chciał, żeby wiedziała, że dla niego jest kompletną wariatką i że najchętniej spakowałby jej manatki i kazał się jej wynosić. Smutnym było to, że nie mógł tego zrobić - i to z dwóch powodów.
    Pierwszym z nich był oczywiście Madara, który, co zdziwiłoby każdego kto spędził w jego towarzystwie choćby minutę, sprawiał wrażenie zakochanego. Był całkowicie zaślepiony blaskiem swojej przyszłej małżonki, nie dostrzegając, albo po prostu nie chcąc dostrzec, jej wad, które raziły młodego Uchihę przy każdym spojrzeniu na wybrankę brata. Jednak wyglądał na szczęśliwego i Sasuke nie wybaczyłby sobie gdyby to uczucie zmieniło się z jego winy.
    Jednak nawet gdyby dziedzic zwątpił w swoją miłość, młody Uchiha nie mógł spełnić swojego małego marzenia z powodu ojca. Przez ostatnie dwie doby zielonooka spędziła z nim kilkanaście godzin, rozmawiając o polityce Królestwa. Był zszokowany tym, że w tak krótkim czasie zdołała owinąć sobie Króla w okół paca. Kiedy tylko Sasuke pozwolił sobie na krzywą minę lub słowa sprzeciwu, ojciec karcił go mówiąc, a właściwie krzycząc i nakazując, wykonywanie poleceń starszej i mądrzejszej Yumi; mówiąc, że wszystko co kobieta robi, robi dla jego dobra i rozwoju intelektualnego.
     Rozwój intelektualny. Zrobiła sobie z niego tragarza i posłańca. Czuł się jak służba, a przecież ją nie był do cholery! Tęsknił za braćmi jak nigdy wcześniej. Dodatkowo zabrali ze sobą Obito, z którym Sasuke miał wyjątkowo dobry kontakt i od biedy to właśnie jemu mógłby zwierzyć się ze swoich zmartwień. A tego właśnie potrzebował.
    Myśl o ślubie dołowała go i zajmowała każdą minutę jego myśli, a jak na złość wszyscy bliscy byli po za zamkiem. Potrzebował rady, którą mógł dostać dopiero po ich powrocie.
   Kiedy któryś już raz dostarczył plik dokumentów do rąk nieznanego mu sztywnego starca, postanowił ukryć się, tak aby Yumi nie wyznaczyła mu kolejnego bezsensownego zadania. Pokój Itachiego okazał się dobrym rozwiązaniem, bo przecież po co miałaby tam zaglądać? Postanowił wejść do Zamku przez kuchenne drzwi. Wiedział, że Madara tak robi, kiedy chce być niezauważony.
     Zajął się rozmyślaniem o swoim marnym losie. Czuł, że w tej sytuacji każde jego działanie jest na starcie skazane na klęskę. Marzył o cofnięciu się kilka tygodni wstecz, kiedy brązowowłosej nie było jeszcze w Królestwie. Wtedy było o wiele prościej.
    Nagle dotarł do niego cichy dziecięcy śmiech, jednak postanowił go zignorować. Rozglądanie się za osobą, która ten śmiech wydała nie miało najmniejszego sensu, już dawno przestał to robić. Od kiedy chłopiec ukazał mu się trzy lata wcześniej nie widział go ani razu. Jedynymi znakami tego, że dalej jest przy nim były różnego rodzaju dźwięki. Szuranie krzesłami, nucenie wesołych melodii, czasami wypowiadał też pojedyncze słowa bez znaczenia. Jednakże najczęściej dawał o sobie znać śmiechem.
     Sasuke dalej nie podzielił się z nikim swoją tajemnicą, w obawie, że ludzie mogliby wziąć go za głupca czy szaleńca. Kiedy tylko słyszał o podobnych zjawiskach wyśmiewał je głośno, chcąc pokazać jak tego typu sprawy są dla niego niedorzeczne.
    Dziecięcy śmiech zmienił się w gwizdanie. Początkowo dość ciche, jednak z czasem zmieniły się w prawdziwy hałas. Dodatkowo Uchiha miał wrażenie jakby usta, z których wydobywa się ten dźwięk, znajdowały się coraz bliżej jego ucha.
    - Skończ to kurwa - powiedział, kierując słowa w powietrze po jego lewej stronie.
   
***


    Sakura wpatrywała się w blado-czerwone tęczówki jego oczku. Wzrok miał skierowany na sufit; był zdecydowanie za słaby, żeby móc kontrolować swoje ciało. Za jakiś czas opieka nad nim stanie się utrapieniem.
    Przetransportowanie go do Królestwo stanowiło nie lada wyzwanie, a to że zostali przy tym niezauważeni było prawdziwym cudem. Na szczęście są ludzie, którzy za odpowiednio wysoką cenę zrobią wszystko, nie zadając przy tym pytań.
   Zaczęła zastanawiać się nad światem, w którym żyje. Zadziwiająco łatwo jest stworzyć coś z niczego; on był na to najlepszym dowodem. Ciało, dusza, istnienie, które na zdrową logikę nie miało prawa bytu... A jednak. Patrzyła na niego. Był tam.
    Spojrzał na nią. Trwało to zaledwie kilka sekund, jednak na tyle długo, że serce zdążyło podskoczyć jej go gardła. Oblał ją nerwowy pot; w pośpiechu zaczęła mocniej zaciskać sznury, którymi przywiązała go do łóżka.
     - Zaczyna reagować na leki - odezwała się cicho jej mistrzyni, siedząca po drugiej stronie pryczy. - To dobry znak. Za kilka tygodni będzie gotowy.
    Obydwie kobiety nie odrywały wzroku od wielkiej postaci, bacznie analizując każdy oddech, który z trudem łapał.
     - Zbliża się pora kolacji - zauważyła po chwili starucha. - Powinnaś już wracać, niebawem ktoś zjawi się po zioła dla Króla.
     Sakura leniwie podniosła się ze swojego miejsca; dopiero wtedy dotarło do niej jak bardzo zmarzła. Wilgotna i zimna piwnica nie była najlepszym miejscem na spędzenie popołudnia, jednak już jakiś czas temu pogodziła się z tym, że będzie musiała spędzić tam wiele długich godzin.
     - Przyjdź po mnie przed piątą rano - dodała stara kobieta, kiedy różowowłosa chwyciła za klamkę.


    Na pozór dobra kryjówka, jaką była sypialnia Itachiego, została odnaleziona przez zielonooką szybciej niż Sasuke mógł się tego spodziewać. Jej wcześniejsze niezadowolenie i nerwowość przeminęły, kiedy kazała czarnowłosemu szybciutko przyjść na kolację. Jedynym słowem, które pasowało chłopakowi do opisania jej osoby było wariatka. Nic innego nie wchodziło w grę.
    Tęsknił za braćmi. Posiłki w ich towarzystwie były o wiele milsze. Tym razem zamiast miłej atmosfery kolacji towarzyszyło dziwne napięcie, ciche zgrzytanie sztućców i kaszel władcy. Postanowił zjeść jak najszybciej to tylko możliwe, a potem udać się z wizytą do Naruto, który zapewne był jeszcze w więzieniu ze swoim ojcem.
     Przeżywał kęs pieczonego kurczaka, kiedy dotarło do niego, że Yumi i jej rodzina są w Królestwie już od miesiąca, a nie zamienił jeszcze słowa z jej rodzeństwem. Oni wszyscy wydawali mu się dziwni. Chociaż jej ojciec czasem był zabawny, a macocha, mimo że była od niego o wiele starsza, pociągała go i gdyby spotkał ją w innych okolicznościach na pewno spróbowałby swoich szans.
    Król wyglądał z dnia na dzień na coraz bardziej przemęczonego. Ciągłe ulewy źle wpływały na jego stan zdrowia. Sasuke pomyślał, że jego ojciec zasługuje na kilka dni odpoczynku w jakimś ciepłym i suchym miejscu. Wtedy Fugaku odezwał się pierwszy raz od kiedy zasiedli do stołu.
    - Yumi, mogłabyś dostarczyć mi jeszcze dzisiaj kolejną porcję ziół? Wydaje mi się, że zaczynają działać...
     - Oczywiście - uśmiechnęła się do władcy, na widok czego młody Uchiha przewrócił oczami. - Od razu po kolacji kogoś po nie poślę.
     - Ja po nie pójdę - zaoferował się Sasuke, wykorzystując okazję do opuszczenia jadalni.
    - Nie - brązowowłosa niespodziewanie podniosła głos. - Nie rób sobie kłopotu - dodała już nieco spokojniej.
     - To żaden kłopot. Powiedz mi tylko gdzie mam iść.


   ***

    Madara od dobrych kilkunastu minut wpatrywał się w kielich, do połowy wypełniony krwistoczerwonym trunkiem. Skroń  pulsowała mu od nadmiaru emocji; negatywne myśli ogarnęły go całkowicie. Pierwszy raz w życiu dał się upokorzyć... I to w towarzystwie ludzi, którzy powinni darzyć go szacunkiem.
    -Obiecaj mi, że nie zrobisz i nie powiesz niczego nieodpowiedniego. - Słowa Itachiego odbijały się echem w jego głowie. - Cokolwiek się wydarzył, zachowaj się tak jak należy. Jeśli nie chcesz zrobić tego dla siebie, to zrób dla mnie.
     Nie mógł sobie przypomnieć sytuacji, w której czuł się równie źle sam ze sobą.
     -Jestem przekonany, że jeśli tym razem pozwolisz przemówić agresji, źle się to skończy. Zaufaj mi. Jeśli zacznie robić się poważnie, to ja zacznę z nim rozmawiać. Pilnuj się.
      Dosięgnęła go prawda, parząc przy tym jak ogień.
     -Obiecujesz?
     Nie mógł pozwolić sobie na sprzeciw w stosunku do Hiashiego. Miał ze sobą dwóch świetnych wojowników z Królestwa i Senju, obdarzonego wyjątkowymi talentami bojowymi, co przyznawał z wielkim bólem, jednak w starciu z armią Hyuga nie mieliby szans. Co gorsza, ewentualne walki na ich terenie, mogłyby doprowadzić do wojny, na co, jako przykładny rycerz, nie mógłby pozwolić.
     Z rozmyślań wyrwał go Obito, który bezszelestnie zajął miejsce po lewej stronie dziedzica. Byli jedynymi gośćmi w karczmie, w której się zatrzymali. W sali panowała cisza, którą niespodziewanie przerwał Madara.
     -Myślisz, że jestem złym człowiekiem?
     Chłopak uśmiechnął się niepewnie.
   -Myślę, że jesteś pijanym człowiekiem... - oznajmił z lekką nutką niepewności w głosie. Mężczyzna nie odpowiedział. - Na prawdę przejmujesz się tym starym dziadem? To do ciebie niepodobne.
    Przejmował się. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów na prawdę się czymś przejmował. Podobne uczucia ogarnęły Itachiego.

    -Chcecie wiedzieć dlaczego? - donośny głos Hiashiego Hyuga odbił się echem po kamiennej sali. - Dlaczego nie chce przenieść moich ludzi do Królestwa? Dlaczego wysłałem tam szpiegów? - zrobił znaczącą pauzę, chcąc nadać wyniosłości swojemu przemówieniu.
    Siedział za mahoniową ławą, w otoczeniu swoich najbardziej oddanych ludzi. Z jego oczu biło poczucie wyższości, całkiem nieuzasadnione, bo przecież właśnie rozmawiał z potomkami samego Fugaku. Itachi wyczuł w nim coś dziwnego, coś czego nie potrafił określić.
    -Nie podobają mi się wasze działania, wasze prawa i wymogi. Nie podoba mi się, że robicie wszystko na co macie ochotę. Nie podoba mi się to, że zabijacie ludzi, kiedy nie jesteście nawet stuprocentowo pewni ich intencji - spojrzał Madarze prosto w oczy. - Bo tak właściwie to co zrobiliście z dwójką moich ludzi?
     -Hiashi, zrobiliśmy z nimi to co robi się ze szpiegami - dziedzicowi trudno było utrzymać spokojny ton głosu. Jego rozmówca zatrząsł się ze złości. - Twierdzisz, że gdybyś znalazł się na naszym miejscu, to postąpiłbyś inaczej?
    -Tak właśnie twierdzę Madara - zabrzmiał o wiele bardziej poważnie.- Powiem to najprościej jak potrafię, pierwszy i ostatni raz. Nie mam zamiaru się powtarzać - wziął głęboki oddech. - Moi ludzie boją się was. Przeniesienie się do Królestwa byłoby dla nas wszystkich karą. A wy i tak już walczycie z przeludnieniem. Myślicie, że nie wiem jaki znaleźliście na to sposób? Myślicie, że nie wiem, że w waszym cholernym Królestwie wystarczy znaleźć się w nieodpowiednim miejscu o złym czasie, żeby zostać skazanym na śmierć? Kierują wami głupie ideały. Pochłonął was pieniądz. Ściągnęliście tych, którzy przeżyli z klanu Tekada do zamku, ze względu na ich ogromny majątek. Ich rodzina, tak samo jak wasza, przez zbyt duże wpływy, wkroczyła na złą drogę.
     Madara niemalże  słyszał myśli, które Itachi kierował w jego stronę. Uspokój się, błagam.
     -Nie mam teraz na myśli samego Króla;  dobrze wiem, że jest tylko po części za to wszystko odpowiedzialny... Za całą resztę odpowiadają jego doradcy. Ale nie ukrywajmy, poczciwy Fugaku podupada na zdrowiu, już za niedługo zajmiesz jego miejsce, Madara.
    Serce Uchihy zaczęło bić nieco szybciej. Czuł, że zaraz przekroczy granicę, którą tak ściśle wyznaczył mu jego brat.
     - Wszyscy tutaj pamiętają bitwę pod Yake - mówił nieprzerwanie Hiashi, z wolna tracąc kontrolę nad opanowanym tonem głosu. - To nie była nasza wojna. Mimo to zginęła tam część bliskich nam ludzi, do czego w sporej mierze przyczyniłeś się osobiście. Wiem, że zobowiązałem się nie wspominać o tej sprawie, jednak tą obietnicę złożyłem tylko i wyłącznie w swoim własnym imieniu. Reszta mojego klanu wciąż to rozpamiętuje; ich rany jeszcze się nie zagoiły.
    - Nie o tym mieliśmy rozmawiać - dziedzic przerwał monolog Hyugi. 
    - Myślisz, że mówię o tym wszystkim, bo taki mam kaprys? - zapytał z ironią. - To wszystko powinno być dla ciebie wytłumaczeniem... Wysłałem do Królestwa szpiegów, ponieważ obawiam się tego co robicie. Udajecie otwartych na przyjezdnych, jednak wszystkie sekrety miasta są pilnie strzeżone w zamkowych murach. 
    - Z całym szacunkiem Hiashi, muszę powie...- czarnowłosy ponownie chciał mu przerwać, jednak jego rozmówca nie dał mu na to szansy.
    - Nie życzę sobie, żeby mi przerywano w moim domu, chłopcze.
    To zdecydowanie był ten moment, w którym Madara powinien pozwolić sobie na przekroczenie granicy. Głowa podrzędnego klanu zwracająca się do niego w ten sposób? Nic nieznaczący starzec, nazywający go chłopcem? Nazywający przyszłego Króla, władcy najwspanialszego z miast, chłopcem?
    - Jesteś zbyt agresywny, dajesz ponosić się emocjom. Ktoś tak awanturniczy nie powinien sprawować władzy nad innymi.
    Uchiha był już gotowy odpowiedzieć; w zadziwiająco szybkim tempie, ułożył sobie w głowie kilka zdań, które mogłyby nadać się na tą okazję. Jednakże kiedy otworzył usta, aby te kilka zdań wypowiedzieć, zaschło mu w gardle. Nie był w stanie wydusić z siebie nawet słowa.

    - Twoje listy, te dotyczące naszego przeniesienia... - mówił dalej mężczyzna, ignorując poddenerwowanego Madarę - był ciekawe, jednak brakowało w nich konkretów. Mimo to, muszę przyznać, że nauczono cie używać pięknych słów... Chociaż nawet najpiękniejsze słowa, pisane twoją ręką tracą na wartości. Są sztuczne, wymuszone...
     - Koniec z tym Hiashi - odezwał się niespodziewanie Itachi. Spojrzał pytająco na brata, zdziwiony jego milczeniem, jednak ten nie zareagował. 


    - Co się z tobą dzieje? - zapytał niepewnie Obito. - Dziwnie się zachowujesz. Najpierw pozwalasz się obrażać, a teraz zadajesz mi takie pytanie... To do ciebie niepodobne,
   - Całkiem możliwe, że najzwyczajniej w świecie się starzeje - stwierdził Madara, w jego głosie nie dało się wyczuć żadnej emocji.
   - Bredzisz... - chłopak się zaśmiał, nie docierał do niego sens rozmowy, którą właśnie prowadził. - Nie jesteś złym człowiekiem. Zapamiętaj to sobie. Dopóki żyję, będzie na tym świecie przynajmniej jedna osoba, która jest święcie przekonana, że jest w tobie więcej dobra niż zła.


***


   Sasuke idąc wskazaną mu przez jednego ze stróży drogą, minął posiadłość swojej przyszłej bratowej. Za budynkiem znajdował się park, w którym nie był już od dobrych kilku lat. Droga zmieniła się w bagno, już po chwili doszczętnie przemaczając jego buty. Z drzew skapywały zimne pozostałości popołudniowego deszczu.
   Z każdym metrem drzewa rosły coraz gęściej, po kilku minutach drogi, przestał dostrzegać znajdujący się za nim zamek. Kiedy zauważył małą zaniedbaną chatkę, ze wstydem uświadomił sobie, że tak na prawdę nie wie co jeszcze skrywają przed nim zamkowe błonia. Spędził tam całe życie, a nie miał zielonego pojęcia, kto mieszka w jego najbliższym otoczeniu.
    Leniwie zapukał w drzwi, zza których usłyszał hałas.
    - Już idę! - kobiecy głos wydobył się z wnętrza budynku. Drzwi się otworzyły, skrzypiąc przy tym okropnie, a za nimi ukazała się młoda kobieta. - Dzień dobry - odezwała się niepewnie.
    -Cześć - odpowiedział czarnowłosy, starając się dyskretnie zajrzeć do wnętrza chatki. Różowowłosa usilnie mu to uniemożliwiała, zasłaniając przejście swoim ciałem.
    - W czym mogę pomóc? - zapytała zniecierpliwionym głosem.
    -Ah, tak. Przyszedłem po zioła dla Króla - uśmiechnął się życzliwie, patrząc w zielone oczy dziewczyny.
    Sasuke Uchiha we własnej osobie?
    -Już je podaje - gwałtownie zamknęła drzwi przed nosem chłopaka.
     Dziwna jakaś.
    Podszedł do małego brudnego okienka, jednakże był przez nie w stanie dostrzec tylko zarysy tego co znajdowało się w środku. Postanowił jednak nie zagłębiać się w dziwaczne zachowanie dziewczyny. Była osobliwa - jak na zielarkę przystało.
    Po chwili wyszła z wnętrza budynku, wręczając czarnowłosemu średniej wielkości pakunek. Sasuke schował do go kieszeni płaszcza, wpatrując się w specyficzną istotę. Miała na sobie długą czarną suknię, całkowicie zakrywającą jej ciało. Ubiór róźowowłosej kompletnie nie pasował do jej delikatnej urody. Grobowo ciemna kreacja kontrastowała z jasną skórą.
    -W czymś jeszcze mogę pomóc? - zapytała wpatrując się w Uchihę.
    -Nie, dziękuję bardzo - uśmiechnął się ponownie, tym razem nieco mniej naturalnie. - A tak właściwie... Jak ci na imię?
    -Sakura - odpowiedziała obojętnie.
    -Dziękuję, Sakura - powiedział, udając się w stronę zamku. Przez zamyślenie wdepnął w głęboką kałużę, mocząc przy tym nogę wysoko powyżej kostki. Zaklął cicho pod nosem.
    - Proszę bardzo, Sasuke.





Halo halo Kochani!
 Ten rozdział sprawił mi trochę problemów... A to dlatego, że był niesamowicie nudny. No tragedia. Jednak musiał być taki, a nie inny. Pojawił się (mój ukochany) chłopiec o czerwonej twarzy i tajemniczy mężczyzna, którym zajmowała się Sakura. Obydwoje narobią trochę szumu, ale do tego jeszcze trochę czasu.
W czwórce wyjaśni się co nieco o Madarze... Ale w piątce zacznie się już dziać, czego nie mogę się doczekać.
Jak już pisałam wyżej ten rozdział był dla mnie ciężki. Początek i koniec czekały na środek chyba z miesiąc. Sza - ma - nka, muszę Ci podziękować - bez Twojej rady poczekałyby pewnie kolejny <3
Myślę, że przy czwórce spotkamy się szybciej.
Pozdrawiam Was wszystkich cieplutko <3 

9 komentarzy:

  1. Zdarzają się niestety takie ciężkie rozdziały. Ale czytało mi się zaskakująco dobrze i szybko. Twój styl zaczyna mi się podobać. No i ogólnie kurcze te wspomnienia Sasuke z jednej strony były takie przyjemne, a z drugiej smutek za serce łapał. Bardzo fajnie, że je zaserwowałaś. Uwielbiam wspomnienia (powiedziała ta co w każdym rozdziale jakieś wrzuci xD), dzięki nim poznajemy inną stronę bohatera/ów.
    I na końcu te SS. Moje serduszko o mało mi z piersi nie uciekło ♥

    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kolejnym rozdziale wspomnienia zajmą około 60% tekstu, więc powinnaś być zadowolona :D Co do Sakury i Sasuke mam wielkie plany (hłe hłe), będzie się działo xD
      Ten rozdział wreszcie mam z głowy, więc w najbliższym czasie powinnam nadrobić to co mam jeszcze do przeczytania u Ciebie :)
      Buźka <3

      Usuń
    2. A zapraszam, zapraszam :D

      To szykuje się grupa impreza (czyt. rozdział 4 xD). Nie mogę tego w takim razie przegapić!

      Usuń
  2. Ty narzekasz - a ja się cieszę ^^ wyczuwam conajmniej dwa bajeczne wątki. :D
    Cieszę się, że pomogłam! ^^ jak coś polecam się. :D
    Strasznie zainteresowałam się wątkiem "czerwonej buzi" <3

    Standardem - znalazłam 1 literówkę xD
    "Przetransportowanie go do Królestwo" :*

    Czekam na nowy rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Czerwona buzia" jest jednym z moich ulubionych bohaterów, więc będzie pojawiał się dość regularnie.
      Ogólnie to jak teraz sobie o tym myślę, to "Czerwona buzia" brzmi jak jakieś indiańskie imię. xD

      Usuń
    2. Hah, widzisz, dla mnie te wszystkie motywy są nowością ;) Aczkolwiek "czerwona buzia" brzmi słodko, musisz to przyznać :D

      Usuń
  3. Zaklepuje sobie tutaj miejsce :3 przez mały remont zostałam oddelegowana na komórkę, a na niej nie lubię pisać komentarzy xD Yumi coraz bardziej mnie zaskakuje! Nie spodziewałam się, że urządzi sobie stos na środku placu xD ale to odpowiadania kara - Nie dość, że straciła przyjaciółkę to jeszcze sposób w jaki zginęła. Szpiedzy z rodu Hyuuga? Ciekawe się robi nie powiem :D gdyby nie Madara dostali by się pewnie na teren zamku xD strażników chyba należy trochę postawić do pionu ^^ to tak odnośnie dwójki :) a no i ten kontrast między braćmi a Itachim nie wiem dlaczego ale śmiać mi się z niego chciało xD
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yumi jest... hmmm... ciekawa? xD Zaskoczy Cie jeszcze wielokrotnie, obiecuje!
      A kontrast pomiędzy chłopakami śmieszy mnie samą :D Itaś jest taką cnotką niewydymką. Chociaż, jak wiadomo, cicha woda brzegi rwie!
      Również pozdrawiam <3

      Usuń
    2. Cicha woda brzegi rwie - taki cichy, poważny, niby zniesmaczony tym co robią bracia, a jak sam wyskoczy ze swoim hobby to człowiek będzie niedowierzal xD

      Usuń