22 marca 2017

♕ II - PASJA ♕


"Słabość władzy najwyższej jest najgorszym nieszczęściem ludów"


Poniedziałkowy wieczór, dwa dni po przyjęciu.

    Centralny punkt rynku był omijany szerokim łukiem przez przechodniów. Początkowo nie zwracano uwagi na krzyki, a teraz ignorowano też smród wydobywający się z wielkiego paleniska. Ludzka ignorancja bolała nawet dziedzica, a takiego człowieka nie powinny boleć reakcje obcych mu ludzi. Może jest słabszy niż mu się wydawało?
    Madara obserwował ten obrazek z południowego okna w swojej sypialni. Często patrzył na miasto, był to jeden z jego wielu sposobów na zabicie wolnego czasu. Jednak teraz wpatrywał się w jeden konkretny punkt, a na jego twarzy widniało lekkie niedowierzanie. 
    Teraz bynajmniej nie zabijał czasu, a to dlatego, że go nie miał. Za moment wyruszał w daleką podróż, powinien zająć się przygotowaniami. Zamiast tego wpatrywał się w coś co powinno skończyć w taki, a nie inny sposób. A może nie? Może to on powinien się tym zająć i rozegrać to nieco inaczej? W Królestwie wcześniej nie stosowano takich praktyk, nie zastanawiał się nad tym czy słusznie. W tej chwili jednak wiedział, że coś takiego było za brutalne nawet jak dla niego. Jakim człowiekiem jestem? Za kogo mają mnie inni? Kim jestem w osamotnieniu? Tak, jestem słaby. To musi się zmienić.
    Nienawidził deszczowej pogody, a ostatnio często padało. Jednak w tamtej chwili żałował, że niebo było bezchmurne. Porządna ulewa ugasiłaby ogień. Chociaż wtedy pewnie smród byłby jeszcze większy. Był przekonany, że czuje ten zapach aż w swojej sypialni.
    Kilka pięter niżej Sasuke szybko kroczył zamkowym korytarzem. Wyglądał na zadowolonego. Z hukiem otworzył drzwi znajdujące się na końcu korytarza i z powagą oznajmił:
    -Itachi, nie uwierzysz co z nim zrobiła - długowłosy uniósł spojrzenie znad dokumentów, wysyłając w stronę brata pytające spojrzenie. - Zostaw to i chodź zobaczyć. Od początku mówiłem, że jest nieźle popierdolona, teraz mamy na to dowód - im dłużej mówił, tym w jego głosie słychać było większą ekscytację. -No chodź, Naruto już tam na nas czeka.


Niedziela rano, dzień po przyjęciu.



    Obudziły go krople deszczu głośno uderzające o okno. Yumi jeszcze spała. Musiał przyznać, że to była noc pełna wrażeń. Jej ewidentne szaleństwo obudziło w nim uczucia, które, jak wcześnie sądził, bardzo ciężko będzie w nim obudzić. Tej kobiecie poszło to całkiem szybko, była wyjątkowa. To małżeństwo będzie ciekawe. Cieszyło go to, ostatnimi czasy w jego życie wtrącało się coraz więcej nudy.
    Zmarzniętymi palcami delikatnie pogładził jej kark. Odwróciła się w jego stronę, otworzyła zielone oczy.
    - Od dawna nie śpisz? - jej głos był zachrypnięty.
   - Dopiero się obudziłem.
    Wstała z łóżka zarzucając na siebie luźną szatę. Usiadła za złoconą toaletką i zaczęła przeczesywać długie splątane włosy.
    - Sasuke wczoraj trochę przesadził, nie sądzisz? - spojrzała w jego stronę z niezadowoleniem. Dopiero się obudziła, a już narzeka. Wczorajszej nocy była mniej upierdliwa.
    - Nie przesadzajmy, jest jeszcze młody. Może sobie pozwolić na trochę zabawy.
    - W jego wieku też się tak zachowywałeś?
   - W jego wieku byłem jeszcze gorszy - zaśmiał się. - Nie chciałabyś mnie wtedy znać - ku zdziwieniu Uchihy brązowowłosa też się zaśmiała.
    - Tak czy owak... za jakiś czas trzeba będzie znaleźć mu dobrą kandydatkę na żonę.
    - Mówisz o tym na poważnie? Przecież on będzie beznadziejnym mężem- znowu się zaśmiał. 
    Pomimo wczesnej godziny i brzydkiej pogody za oknem miał zadziwiająco dobry humor. W jego przypadku oznaczało to nic innego jak to, że ktoś mu go zepsuje i to najpewniej w przeciągu najbliższej godziny. Czasami odnosił wrażenie, że ludzie zwyczajnie nie chcą widzieć go szczęśliwego, ma być zły i podły.
    - Wyrobi się przy odpowiedniej kobiecie. Ty też wydajesz się nieco lepszy niż jeszcze kilka dni temu - posłała w jego stronę zaczepliwy uśmiech, jednakże tym razem nie skorzystał z okazji do sprzeczki, mimo to, że żartobliwej. 
    - Nigdy się na to nie zgodzi. Jest za bardzo rozbrykany i..- przerwało mu ciche pukanie do drzwi.
    - Proszę! - krzyknęła Yumi, zdecydowanie za głośno jak na tak wczesną godzinę.
    Do pomieszczenia z trudem weszła Muzai, w rękach trzymała tacę z jedzeniem. Zawstydziła się kiedy zobaczyła leżącego na łóżku Madarę, na jej policzkach zagościł rumieniec.
    - Czcigodny Madara! -pospiesznie odłożyła tacę na stół, po czym ukłoniła się nisko. - Przyniosłabym więcej jedzenie, gdybym wie.. -Nie przejmuj się tym - przerwała jej zielonooka. - Podzielimy się. Po za tym nie powinno cie tu dzisiaj być, niedziela to twój wolny dzień.
    - Nie potrzebuje wolnego, pani.
    - Przemęczasz się - uśmiechnęła się, bardziej do siebie niż do dziewczyny. - Powinnaś się trochę zrelaksować. Pójść na masaż albo do łaźni. Królestwo jest ogromne, na pewno znajdziesz coś dla siebie.. Prawda, Madara?
    - Oczywiście.. - mężczyzna bez skrępowania wyszedł spod kołdry i zaczął się ubierać, na co Muzai zareagowała jeszcze większym rumieńcem - mamy tutaj piękne łaźnie. Gwarantuje, że ci się spodobają.
    - Więc ustalone - klasnęła w dłonie, głos Yumi był wesoły i beztroski. Z szafki w toaletce wyciągnęła skórzany mieszek i wręczyła go dziewczynie.
    - Nie mogę tego przyjąć - służka czuła się coraz mniej komfortowo, jednak zielonooka nie zwróciła na to uwagi. Zbliżyła się do dziewczyny i włożyła materiał wypełniony złotem do jej kieszeni.
    - Nie możesz iść w tej sukni - mocno pokręciła głową, chcąc podkreślić jak źle wygląda jej pomocnica. - Prawda, Madara?
    Dotarło do niego, że wypowiedziała to zdanie już drugi raz w przeciągu minuty. Należy do tych kobiet, które uwielbiają, kiedy mężczyźni się z nimi zgadzają. 
    - Absolutnie nie możesz iść w tej sukni - powiedział udając przejęcie.
    - Weźmiesz jedną z moich - Yumi z zadowoleniem podeszła do szafy, zaczęła przeglądać swoje kreacje. Po chwili wybrała granatową jedwabną suknię z bogatymi zdobieniami. - Ta się nada - wręczyła ją Muzai, ta podziękowała cicho. Nie wdała się już w rozmowę, chciała jak najszybciej opuścić to miejsce. Obecność Madary nie wzbudzała w jej dobrych uczuć.
    - Jesteś zdecydowanie za dobra dla służby - podsumował sytuację Uchiha, kiedy dziewczyna wyszła z sypialni.
    - Muzai to moja przyjaciółka. Chce żeby miała w życiu trochę rozrywki - podeszła do czarnowłosego, pogładziła dłonią jego policzek. - O czym wcześniej rozmawialiśmy? - mężczyzna rozwiązał pas podtrzymujący szatę, materiał zsunął się na podłogę.
    - O niczym ważnym.



    W pośpiechu przeszedł przez zamkowy dziedziniec, mimo szybkiego tempa deszcz całkowicie przemoczył jego wczorajsze ubranie. Minął wrota zamku i strażników, którzy przy nich stali. Po przekroczeniu progu spotkał Obito, właśnie kierował się w stronę wyjścia.
    - Tutaj jesteś, szukam cie od pół godziny - zatrzymał się gwałtownie. - Król cie wzywa. Spóźniłeś się na obrady.
    - Kurwa mać.. Nie mogę mieć choćby jednego dnia spokoju?
    Wszedł w lewy korytarz, prowadzący do sali obrad. Pomieszczenie było duże, a na jego środku mieścił się długi dębowy stół. Poza osobami, które zwykle brały udział w obradach był tam też niebieskooki blondyn o miłej i łagodnej twarzy.
    - Minato, co ty tu robisz? - czarnowłosy pominął powitanie.
    - Wreszcie jesteś Madara! - widok syna uradowała Króla, które nie dopuścił Uzumakiego do głosu. W tym czasie dziedzic zajął miejsce przy stole. - Minato odwiedził nas dzisiaj na moją prośbę. Po tych wszystkich przykrych sytuacjach w więzieniu postanowiłem, że to właśnie on zastąpi Danzou i zostanie nowym naczelnikiem.
    - Czemu nie zapytałeś mnie o zdanie Fugaku? Zwykle nie podejmujesz takich decyzji bez mojej wiedzy - a właśnie ostatnia taka twoja decyzja skutkuje teraz zwolnieniem Danzou, dodał w myślach. Madarze nie chodziło to, że blondyn nie nadaje się na stanowisko. Złość wzbudził w nim fakt, że powinien wiedzieć o tym jako pierwszy, a tak się ewidentnie nie stało.
    - Myślisz, że Minato nie podała zadaniu? - zapytał ze zdziwieniem władca.
   - Skądże.. - zwrócił się w stronę blondyna - gratuluje awansu. Odpowiedni człowiek na odpowiednim stanowisku - uśmiechnął się tak życzliwie jak tylko potrafił, mimo to, że w jego wykonaniu wyglądało to nienaturalnie. - Myślę, że mądrym posunięciem byłoby zapoznanie Naruto z tą pracą już od teraz. Kiedy przejdziesz na emeryturę bez problemu będzie mógł przejąć twoje sta..- wtedy coś go rozproszyło. Widok szarowłosego mężczyzny siedzącego przy stole. Musiał być jeszcze wczorajszy, że zauważył go dopiero po takim czasie - nowisko. Widzę, że mamy dzisiaj jeszcze jednego gościa - przemówił do Tobiramy ze sztuczną uprzejmością.
    - Tobirama od dzisiaj oficjalnie przestaje być nazywany gościem - Fugaku uśmiechnął się życzliwie w stronę Senju. - Postanowiłem wdrożyć go do Rady. Tobirama ma bardzo dużą wiedzę w różnych dziedzinach - Madara zagotował się ze złości. - Będzie tutaj dla nas bardzo pomocny. Nie od wczoraj wiadomo, że Senju mają w swoich szeregach wspaniałych strategów.
    Czarnowłosy wziął głęboki oddech i zamknął oczy. Opanuj się. Nie możesz teraz wybuchnąć. Nie tym razem. Nie przy wszystkich. W tym czasie reszta zgromadzonych zaczęła rozmowę na całkiem inny temat, jakim były pertraktacje z klanem Hyuga. Madara dopiero po kilku minutach zapanował nad drżącymi ze złości rękami i szybko bijącym sercem. Dawno nie był tak zły na ojca. Nie dość, że przez niego będzie teraz zmuszony do przebywania w jednym pomieszczeniu z Senju i to przynajmniej raz w tygodniu, to jeszcze prędzej czy później zostanie zmuszony do rozmowy z tym człowiekiem. Kiedy doszedł do siebie gwałtownie wstał z miejsca.
    - Nie czuje się dzisiaj najlepiej - powiedział z udawanym zmęczeniem - dacie sobie radę beze mnie?
    - Oczywiście - Itachi wysłał bratu porozumiewawczą minę, dając do zrozumienia, że porozmawiają później.
    Dziedzic pośpiesznie opuścił salę obrad, kierując się na wschodnią część zamku, gdzie znajdowała się sypialnia jego młodszego brata. Ignorując straże, jak to miał w zwyczaju, wszedł do pomieszczenia pomijając pukanie.
   Piękna blondynka, która wczorajszego wieczora towarzyszyła Sasuke obdarzyła intruza zdziwionym spojrzeniem, po czym szybko zakryła swoje nagie ciało kołdrą.
    - Wyjdź stąd - rozkazał Madara z powagą, na co kobieta bez słowa założyła swoją suknię i zastosowała się do polecenia. Sasuke spał w najlepsze, chrapiąc przy tym głośno. Długowłosy szturchnął go mocno, ale nie na tyle by sprawić mu ból. - Wstawaj idioto! - nic. Ponownie go szturchnął, tym razem mocniej. - Obudź się!
    - Ahh..- zakrył głowę poduszką - daj żyć!
   - Mamy problem Sasuke - na te słowa wyszedł spod kołdry. W przeciwieństwie do jego towarzyszki, której nieobecności nawet nie zauważył, był ubrany, nie pomijając nawet butów. Madary kompletnie to nie zdziwiło. - Nawet dwa problemy.
    - Zacznij od mniejszego - ciało młodszego Uchihy było lepkie od potu, a z jego ust wydobywał się odór alkoholu.
    - Fugaku popierdoliło do reszty - chłopak obdarzył brata pytającym spojrzenie, w tym czasie pozbywając się górnej części ubioru. - Wdrożył Senju do Rady.
     - Jakiego Senju? - Madara złapał się za głowę.
    - Sasuke czy ty zdajesz sobie sprawę z czegokolwiek co się w okół ciebie dzieje? Coś w ogóle cie obchodzi?
    - Ty mnie obchodzisz. Itachi i ojciec mnie obchodzą. Cała reszta jest mi obojętna - odpowiedział ze stuprocentową szczerością.
    Chłopak nigdy nie ingerował w sprawy Królestwa, kategorycznie odmawiał wstąpienia do Rady i nie mieszał się w politykę. Nie miał do tego głowy. W miarę możliwości chciał wieść wesołe i spokojne życie. Jedyną pomocą z jego strony był udział w walkach, jednak traktował to jako odskocznię od codzienności.
    - Jaki jest ten drugi problem? - podszedł do stołu i łapczywie napił się wody prosto z dzbanka.
    - Yumi chce, żebyś znalazł sobie żonę - zakrztusił się, jego oczy zaszły łzami.
    - To jakiś żart? - zapytał kaszląc i dusząc się.
    - Niestety nie - powaga Madary ewidentnie zasmuciła młodego chłopaka. - Jeśli nie chcesz, żeby wpakowała cie w małżeństwo z jakąś nudziarą to lepiej sam poszukaj odpowiedniej kandydatki. A mówiąc odpowiedniej, nie mam na myśli kobiety pokroju tej dziwki, którą przed chwilą grzecznie wyprosiłem - Sasuke dopiero teraz zauważył nieobecność kobiety.
    - Łatwiej powiedzieć, niż zrobić - zaśmiał się cicho. - Gdzie twoim zdaniem mogę znaleźć odpowiednią kobietę?
    - Opcji jest wiele.. - zastanowił się przez chwilę. - Może spróbuj w Królewskiej Szkole dla Dziewcząt - młodzieniec znowu się zaśmiał, tym razem o wiele głośniej,
    - Widzę, że jesteś dzisiaj skory do żartów. Wiesz jak my nazywamy tą szkołę? Królewską Szkołą dla Dziewic. Te dziewczyny wychodzą z niej całkiem sztywne, wypłukane z resztek kobiecości. Wolę poczekać z ożenkiem jeszcze kilka lat. Tak jak ty.
    - Ja miałem wybór bracie, w przeciwieństwie do ciebie. Yumi jest uparta, zapewniam cie, że nie odpuści tego tematu.



    Włożył swoje najwygodniejsze ubrania i chwytając łuk w rękę wyszedł z sypialni. Starał być się cicho, nie chciał żeby ktokolwiek go usłyszał, a tym bardziej zobaczył. Postanowił skorzystać z kuchennego wyjścia, co pozwoliło mu wyjść z zamku tyłem, nie będąc zauważonym. Madara potrzebował spokoju i chwili odskoczni od Królewskich spraw, kłamstwo o złym samopoczuciu powinno mu to zapewnić. Sasuke nie chciał mu towarzyszyć, leniwy gówniarz, więc postanowił iść do lasu samotnie. Dawniej często zdarzało mu się polować z braćmi, wracali z kilkoma królikami, przy odrobinie szczęścia z jeleniem. Teraz Itachi nie miał czasu, Madara podobnie, a Sasuke... Jak to Sasuke, nie chciało mu się, był zmęczony, źle się czuł...
    Starszy Uchiha był znakomitym łucznikiem, tej sztuki nauczono go w wojsku. Kładziono tam na to wielki nacisk, zdaniem jego przełożonych łuk był bardzo pomocny, kiedy miecz zawodził.
    Lekka mżawka zastąpiła poranną burzę. Spokojnie przeszedł przez miasto, na którego ulicach było tego dnia wyjątkowo cicho. Każdemu należy się odpoczynek, wliczając w to handlarzy i rzemieślników.
    Przeszedł przez południową bramę, najbardziej oddaloną od zamku. Już po chwili otoczyły go gęsto porośnięte drzewa i krzewy. Ptaki głośno nuciły swoje melodie, poza tym panowała cisza. Natura. Nie należał do ludzi, którzy jakoś specjalnie ją cenili, jednakże po długich tygodniach w zamkowych murach była miłą odskocznią. Nie przeszkadzało mi nawet błoto, które przez ciągłe ulewy było wszędzie.
    Zanurzał się w głąb lasu, rozglądając się bacznie w każdą stronę, zachowując przy tym ciszę. Dawno nie jadł czegoś co sam upolował, a dzisiaj miał na to wyjątkową ochotę. Może nawet zorganizuje ognisko na plaży i zaprosi na nie Yumi. Kobiety to lubią.
   Bez obaw o to, że się zgubi pokonywał kolejne ścieżki. Wychowywał się w Królestwie, często bawił się w tych lasach, znał je jak własną kieszeń.
    Nagle coś usłyszał. Szybko schował się za drzewem, nie chcąc spłoszyć zwierzyny. Dźwięki, które początkowo uznał za zwierze, zmieniły się jednak w całkiem wyraźne ludzkie kroki.
    Wyjrzał dyskretnie zza drzewa. Ujrzał dwóch mężczyzn, zrzucili z ramion swoje plecaki i usiedli wygodnie na ziemi, zaledwie trzydzieści metrów od Madary. Ich pochodzenie rozpoznał od razu, jasna skóra, prawie białe oczy... Hyuga.
    - Co teraz Iroha? - zapytał młodszy, wyglądał na niewiele starszego od Sasuke.
    - Musimy dostać się do miasta, ale na to poczekamy do wieczora.
    - Niby jak sobie to wyobrażasz? - chłopak wyglądał na zmartwionego. - Od razu nas rozpoznają, nawet jeśli będzie ciemno. Nasza obecność będzie podejrzana.
    - Musimy to zrobić jeśli chcemy zdobyć jakieś informacje, przecież o tym wiesz! Założymy kaptury i tak szybko jak to tylko możliwe dostaniemy się do bezpiecznego miejsca. Tam będą na nas czekać.
    Szpiedzy. Madara podjął decyzję automatycznie. Chwycił za łuk i umieścił na nim strzałę. Młodszy z mężczyzn dostał jako pierwszy. Drugi nie zdążył się zorientować co tak właściwie się stało, kiedy również runął na ziemię. Jebani Hyuga! O co tu chodzi?! Odmówili dołączenia się do Królestwa, ale to jest przesadą.
    Odwrócił się na pięcie, po czym ruszył w stronę muru, pod którym znalazł się już po chwili. Podszedł do grupy czterech żołnierzy, których zauważył przy bramie. Mężczyźni pokłonili się nisko, kiedy dotarło do nich kto właśnie przed nimi stanął. Wychodziło na to, że nie traktują swojej warty zbyt poważnie, biorąc pod uwagę to, że wcześniej go nie zauważyli.
    - Czcigodny Madara - odezwał się najwyższy - co pana do nas sprowadza?
    - Macie tutaj jakiś wóz? Myślę, że się przyda.



    - Jesteś całkowicie pewien, że dobrze słyszałeś ich słowa? - zaistniała sytuacja zaniepokoiła Króla, jednakże tan starał się tego nie okazać.
    Siedział wygodnie w swoim fotelu popijając grzane wino, pokaszlując przy tym głośno. W Królewskim gabinecie zebrała się cała Rada, a także Yumi, jej ojciec i brat. Ku ogromnemu zdziwieniu Madary na spotkanie przybyli nawet Obito i Sasuke, którzy zrezygnowali ze wspólnej wyprawy do karczmy.
    Wszyscy zachowywali wyjątkowy spokój, najstarszy braci czuł, że jest jedyną osobą, do której dociera powaga zaistniałej sytuacji.
    - Masz mnie za idiotę Fugaku? Jestem stuprocentowo pewien, że rozmawiali o wtargnięciu do miasta i zebraniu jakiś informacji. Chuj jeden wie jakich, ale jeśli by im się to udało to... To nie wiem co, ale na pewno nie przyniosłoby to niczego dobrego.
    - Mieliśmy szczęście, że tam byłeś synu - stwierdził Władca, po czym obdarzył Madarę spojrzeniem pełnym podziwu. - Zawsze jesteś tam gdzie należy.
    - Powinniśmy wyruszyć do ich osady - wypowiedział te słowa ze złością, całkowicie ignorując pochwały ojca. Spojrzał w stronę Itachiego z pytającym spojrzeniem, na które ten przytaknął.
    - Oczywiście. Jednak najpierw wyślemy posłańca z informacją o waszym przybyciu. Brak zapowiedzi byłby niegrzeczny.
    - A oni kurwa byli grzeczni? Chyba żartujesz! - dziedzic podniósł głos.- Wysłali tu szpiegów, nie wiadomo co planują! A ja mam zapowiadać swoją wizytę, bo tego wymaga ode mnie etykieta?!
    - Zgadzam się z Madarą - niespodziewanie odezwała się Yumi, wszystkie twarze zwróciły się w jej stronę. Jej delikatna uroda kontrastowała na tle męskich rysów, zbroi i broni. - W takiej sytuacji bez obaw można odpuścić sobie maniery. Hyuga to nie głupcy, wysyłając tu swoich ludzi musieli być świadomi tego, że istnieje możliwość, że ktoś ich przyłapie. Z resztą... nie zdziwiłabym się gdyby zrobili to wszystko specjalnie.
    - Jeśli masz rację to oznaczałoby początek wojny - Itachi złapał się za głowę, zaczął nerwowo spacerować po gabinecie.
    - Nie dopuścimy do wojny – oznajmił Król z powagą. - Mieszkańcy Królestwa wystarczająco się już nacierpieli. Nie pozwolę, żeby Hyuga zniszczyli stabilizację, o którą ja i moi przodkowie tak długo walczyliśmy. Fakt, że zabiłeś ich ludzi na pewno ich rozzłości, ale nie było innego wyjścia. Nie mogliśmy dopuścić, aby obcy nasz szpiegowali – wziął głęboki oddech, który wywołał kolejny atak kaszlu. - Wyruszacie jutro w południe – zwrócił się w stronę swoich najstarszych braci, Madara zareagował na to entuzjastycznym uśmiechem.
    - Młody idzie z nami.
    - Nie, Sasuke zostaje w Królestwie – głos Fugaku był stanowczy jak nigdy. Na twarzy dziedzica zagościło zdziwienie, ojciec rzadko mu się sprzeciwiał, zaliczało się to do zjawisk co najmniej wyjątkowych. - To moje najmłodsze dziecko – zaczął tłumaczyć się po chwili – wiem, że Ty i Itachi dacie sobie, ale Sasuke nie poradzi sobie z ewentualnym zagrożeniem. Jego umiejętności władania mieczem są zbyt małe. 
    - Ojciec ma rację – w głosie Itachiego słychać było poddenerwowanie. - Nie od wczoraj wiadomo, że Hyuga to świetni wojownicy. Powinniśmy zabrać ze sobą kogoś bardziej wprawionego w boju. Może i Sasuke jest w stanie pokonać pierwszego lepszego żołnierza ze wschodu, ale w starciu z jednym z białookich nie ma najmniejszych szans – w pomieszczeniu zabrzmiało głośne chrząknięcie, charakterystyczne dla Sasuke chcącego zwrócić na siebie uwagę.
    - Jak możecie mówić o mnie w taki sposób w mojej obecności? Bez problemu dam sobie z nimi rade! Chce iść! Mój głos w tej sprawie nie ma żadnego znaczenia?
     - Nie – bracia i ojciec udzielili mu odpowiedzi w niemalże tej samej chwili.
    Najmłodszy Uchiha obdarzył wszystkich zgromadzonych nienawistnym spojrzeniem i wyszedł z gabinetu zatrzaskując za sobą drzwi, niczym obrażony nastolatek.


    Madara spędził noc z Yumi. Zasnęli późno, za późno jeśli patrzeć na to, że jutrzejszego dnia czeka go długa podróż na koniu. Jednak nie martwiło go zmęczenie, czuł się przy niej dobrze, swobodnie. Nie potępiała jego dziwactw, przekleństw, a fakt, że kilka godzin wcześniej zabił dwóch mężczyzn zachęciło ją do zabawy.
    Była wyjątkowa. Z każdą kolejną godziną otwierała się przed nim coraz bardziej, dzięki temu czuł, że tak właśnie ma być, że jego życie musi się tak toczyć. Razem z nią. 
    Tej nocy pierwszy raz od dawna śnił. Sen był wyraźny, pełen kolorów i radości. Widział siebie i Yumi. Piękną, uśmiechniętą szczęśliwą... Nie pamiętał kiedy ostatni raz cieszył się czyimś szczęściem. Wiedział, że ma teraz osobę, z którą będzie dzielić się każdą emocją, dobrą i złą. Siedzieli wspólnie w sali audiencyjnej, wpatrzeni w swoje twarze...
    Ze snu wyrwało go pukanie, a raczej walenie w drzwi. Gwałtownie otworzył oczy i podniósł się do pionu. Za oknem było jeszcze szaro, to zdecydowanie za wczesna godzina na pobudkę.
    - Kto do cholery nachodzi nas o tej godzinie? - z na wpół zamkniętymi oczami założył spodnie. Pukanie nie ustawało.
    - To pewnie Muzai przyniosła śniadanie – głos dziewczyny był cichy i delikatny, przetarła zaspane oczy.
    - Za wcześnie na śniadanie – Uchiha podszedł do drzwi i ze złością przekręcił kluczyk. Kiedy chwycił za klamkę jego oczom ukazała się jedna z tych postaci, których zdecydowanie nie chciał widzieć tak wcześnie rano.
    - Mamy mały problem – Tobirama Senju starał się z całych sił nie skomentować obecności czarnowłosego w sypialni Yumi. Wziął głęboki oddech, ale odreagować złość. - A mówiąc mały problem, mam na myśli ogromny.
    - O co chodzi? - dziewczyna zarzuciła na siebie szlafrok i gestem ręki zaprosiła mężczyznę do środka. - Opowiadaj.
    - Już... ale może najpierw usiądź – brązowowłosa wykonała polecenie z lekkim zdziwieniem. Wpatrywała się w Senju, który ewidentnie nie potrafił znaleźć słów, które dobrze opisałyby to co chce powiedzieć. - Nie dawniej niż godzinę temu strażnicy patrolujący ósmy rewir znaleźli ciało kobiety – jego ręce się trzęsły, oddech miał szybki i niespokojny.- Wygląda na to, że została zgwałcona, a potem zamordowana.
    - I dlatego nas budzisz, tak? - zapytał Madara z pogardą. - W mieście tak dużym jak Królestwo takie rzeczy się zdarzają. Sprawca się znajdzie, konsekwencje zostaną wyciągnięte. A teraz daj nam spać Senju.
    - Yumi...- chwycił dziewczynę za rękę ignorując słowa Uchihy. - Ciężko jest mi o tym mówić, ale tą kobietą jest Muzai. Wiedziałem, że będziesz chciała jak najszybciej znaleźć sprawce, wydałem już odpowiednie polecenia.



    - Chciałem wyrazić głęboką skruchę Yumi, bardzo przepraszam że coś takiego ma miejsce – Król przemawiał sennym głosem, przeszkadzały mu ciągłe napady kaszlu. - Oczywiście wyrażam zgodę na działanie.
    - Mam nadzieję, że dobrze się rozumiemy – miejsce delikatnej Yumi zajęła ta poważna i pewna siebie Yumi, którą Madara miał okazję zobaczyć jakiś czas temu. Podobała mu się w obydwu wydaniach. - Chce śmierci tego człowieka, chce żeby cierpiał.
    - To zrozumiałe – Fugaku powiedział to jak coś normalnego i naturalnego. - Moi ludzie wypełnią twoje polecenia.
    Król zgodził się na to raczej dla świętego spokoju, niż dla sprawiedliwości w jakimkolwiek tego słowa znaczeniu. Myślał tylko o powrocie do łóżka. Kiedy brązowowłosa skinęła głową na znak, że akceptuje jego słowa, obrócił się na pięcie znikając w korytarzu prowadzącym do jego sypialni.
    - Wiecie gdzie powinniśmy zacząć poszukiwania? Z kim powinniśmy rozmawiać? - przed dziewczyną stała grupa mężczyzn niesamowicie do siebie podobnych, jedynym wyjątkiem był Tobirama, który miał na sobie jedną z wielu swoich zbroi.
    Madara, Sasuke, Itachi, Obito i Shisui wyglądali niecodziennie w mundurach, które nosili zwyczajni żołnierze. Jednak Itachi stwierdził, że w swoich ubraniach będą za bardzo rzucać się w oczy, a nie chciał by mieszkańcy Królestwa pomyśleli, że wydarzyło się cokolwiek odbiegającego od normy. W końcu widok rodziny Królewskiej na ulicach miasta o siódmej rano nie należał do normalnych.
    Yumi obdarzyła każdego z nich niespokojnym spojrzeniem, czekając aż któryś w końcu wpadnie na jakiś pomysł.
    - Dobra – odezwał się wreszcie Sasuke – powiedzmy, że znam faceta, który zna faceta, który wie wszystko o wszystkich i o wszystkim – wyraz twarzy dziewczyny sugerował niedowierzanie. - Mówię poważnie. Gdybyś potknęła się spacerując plażą, on wiedziałby o tym już pięć minut później, nie wychodząc nawet ze swojego domu. 
    - Bracie... - głos Itacheigo wyrażał to samo odczucie co twarz Yumi – czy ty masz na myśli TEGO człowieka?
    - Taak – odpowiedział z zadziwiającym entuzjazmem. - Chodźmy! - zachęcił zgromadzonych gestem ręki, a oni ruszyli za nim nie mając żadnej innej opcji. Żaden z nich, poza Sasuke, nie sądził, że rozmowa z TYM mężczyzną przyniesie jakiekolwiek rezultaty, jednakże warto było spróbować.
    W Królestwie nierzadko miały miejsce takie sytuacje. Kilka dzielnic zamieszkiwali ludzie pozwalający sobie na nieco więcej niż reszta obywateli. Kradli, mordowali i gwałcili, a to wszystko pod własnymi domami, jeżeli budynki te można było domem nazwać. Mieszkańcy tych dzielnic byli przyzwyczajeni do takich widoków, ignorowali zbrodnie dziejące się na ich oczach, zajmując się tylko i wyłącznie swoimi sprawami. 
     Władze zajmowały się przestępstwami, jeśli ktoś takowe zgłosił lub kiedy któryś z żołnierzy był któregoś świadkiem. Na całą resztę nie zwracano uwagi w nadziei, że któregoś dnia ta banda zwyrodnialców pozabija się nawzajem. 
    Żaden z Uchihów nie podchodził do zaistniałej sytuacji ze szczególnym zapałem. Chcieli jak najszybciej odszukać sprawcę, a potem zając się czymś innym, bardziej pożytecznym. Jedynym wyjątkiem był Sasuke, którego ogromnie cieszył fakt, że to w końcu on miał jakiś pomysł i że cała reszta go zaakceptowała.
    Minęli centrum miasta przechodząc bocznymi uliczkami. Ich oczom ukazało się obskurne osiedle dwupiętrowych domów, które czasy świetności miały dawno za sobą. Gdzieniegdzie widać było ludzi siedzących na ziemi, żebrali, spali czy odpoczywali po nocnym pijaństwie.
    - Urocza dzielnica...- nikt nie zwrócił uwagi na sarkastyczną uwagę Tobiramy, Yumi była na to zbyt zestresowana i zdenerwowana, a reszta Uchihów była w tym miejscu już wiele razy, zdążyli przyzwyczaić się do tego typu widoków.
    - Jesteśmy na miejscu - ogłosił wesoło Sasuke, zatrzymując się pod budynkiem, który w porównaniu do innym prezentował się całkiem przyzwoicie. Dziewczyna chciała już chwycić za klamkę, kiedy czarnowłosy znowu się odezwał. - Myślę, że powinnaś zostać na zewnątrz - uśmiechnął się życzliwie. - My to załatwimy.
     Spojrzał na braci z zachęcającą miną. Wreszcie był pożyteczny, wreszcie to on działa, a nie tylko biernie się przygląda. Madara wyglądał na obojętnego, przybierał poważną minę tylko w chwilach, kiedy przyszła żona akurat patrzała w jego stronę. Zdarzało się to jednak rzadko, przez większość czasu jej spojrzenie skierowane było na kamienną drogę. Mimo to wyglądała dość pewnie, aż do chwili, w której dotarli na miejsce.
    - Zostanę tu z tobą i Tobiramą - zaproponował Shisui patrząc w stronę brązowowłosej. Yumi spojrzała na niego niepewnie, ujrzała w jego twarzy zakłopotanie, które chciał ukryć pod maską życzliwego uśmiechu. Nie miała ochoty tam czekać, jednak kiedy otwierała usta, aby wyrazić swój sprzeciw odezwał się najstarszy Uchiha.
     - Też myślę, że powinnaś tutaj zostać, kochanie - jego głos był zadziwiająco delikatny, kompletnie nie pasował do jego zwyczajowej aroganckiej postawy. Obito słysząc te słowa z trudem powstrzymał parsknięcie śmiechem. Sasuke nie dał rady, na szczęście udało mu się zamaskować chichot wymuszonym atakiem kaszlu. Madara powinien porzucić plany dotyczące objęcia tronu, na rzecz pracy w objazdowym teatrze! Aktor z niego jak się patrzy! 
    Wpatrywał się w zakochanych z wielkim uśmiechem. Miał na prawdę świetny dzień. Najpierw wpadł na dobry pomysł, z którym nawet bracia się zgodzili, a już chwilę później miał możliwość usłyszeć jak Madara zwraca się do kogoś używając swoja "kochanie". Chwile warte zapamiętania.
    Zielonooka zrezygnowała z dalszych starań. Zamknęła oczy, aby być sama ze sobą w chwili skupienia. Madara dostrzegł w tym coś dziwnego i niecodziennego. Podszedł do kobiety, chwycił ją za dłoń i wymusił na sobie grymas uśmiechu, tak rzadko spotykany w jego wydaniu.
    - Załatwimy to raz dwa. Jestem pewien, że ten facet będzie coś wiedział - skłamał, nie chciał wchodzić do środka razem z nią. To zdecydowanie nie było miejsce dla takiej kobiety. Chwycił za klamkę drewnianych drzwi, nawet przez myśl mu nie przeszło, że mogłyby być zamknięte.
    Posłał Yumi ostatnie spojrzenie i wszedł do środka, a za nim bracia i Obito. Dopiero gdy ten ostatni zamknął za sobą drzwi, zauważyła na nich tabliczkę z napisem "Otwarte całą dobę".
     - Co to właściwie za miejsce? - zapytała patrząc w stronę Shisuiego.
     - Burdel - czarnowłosy odpowiedział z przepraszającą miną. 
    Kto by pomyślał, że kiedyś przyprowadzi w to miejsce damę z dobrej rodziny? Na pewno nie on. Wcześniej nie bywał tu często, tylko kiedy wraz z Itachim szukali Sasuke. Najmłodszy Uchiha uwielbiał gubić się w tego typu lokalach, chociaż ostatnio coraz częściej udawało mu się w pojedynkę znaleźć drogę do zamku.
    - Nigdy nie byłem tu o tak wczesnej godzinie - zagadnął wesoło Sasuke, kiedy weszli do środka.
    - Byłeś, tylko nie pamiętasz - skomentował to Madara, swoim tradycyjnym oschłym tonem. - Skąd pewność, że jest u siebie?
    - On właściwie nie opuszcza tego miejsca - szli wzdłuż wąskiego korytarza, mijając wiele zamkniętych drzwi. Doszli do schodów prowadzących na gorę, weszli na pierwsze piętro, a potem na kolejne.
    - Pewnie jeszcze śpi - zauważył Itachi. Do jego nosa dotarł drażniący słodki zapach, który od dawna kojarzył mu się z tym miejscem. Jego bracia zawsze tak pachnieli kiedy stąd wracali.
    Wszystkie okna w budynku była zasłonięte, wewnątrz panował półmrok. Dodatkowo było cicho, mężczyźni automatycznie zaczęli mówić szeptem.
    - No to go obudzimy - powiedział Obito. Stali teraz pod drzwiami najbardziej oddalonymi od korytarza.
    - Nie możemy go nachodzić i budzić we własnym domu.
    - To nie dom tylko burdel - zauważył Madara.
    - Ale tu mieszka, tak? - Itachi dalej ciągnął temat. Kultura przede wszystkim!
    Po tych słowach drzwi się otworzyły, a w progu stanął stary mężczyzna z długimi siwymi włosami. Początkowo widok czwórki Uchihów go zdziwił, jednak po chwili uśmiechnął się wesoło. Jego twarz była pogodna i wypoczęta.
    - Cześć! Nie śpisz, to dobrze - Sasuke i starzec przytulili się jak starzy przyjaciele. - Przepraszam, że tak wcześnie, ale mamy sprawę.
    - Domyślam się, że macie sprawę - gestem ręki zaprosił zgromadzonych do pomieszczenia. - Itachi - spojrzał na czarnowłosego z niedowierzaniem - ciebie się tutaj nie spodziewałem - poklepał go po ramieniu. - Każdemu należy się trochę rozrywki, co?
    - My w innej sprawie Jiraya - odezwał się Sasuke śmiało siadając na starym fotelu. -Ale zanim zaczniemy rozmawiać.. - nachylił się w stronę siwowłosego - muszę ci podziękować za tą blondynkę, którą ostatnio mi poleciłeś. Była na pra...
    - Sasuke! - przerwał mu spadkobierca. - Przejdźmy do sedna sprawy... - spojrzał na starca. - Tej nocy została zgwałcona i zamordowana dziewczyna. Jej ciało znaleziono w twojej okolicy. Myślę, a właściwie to jestem przekonany, że już coś o tym słyszałeś - Uchiha patrzał mu prosto w oczy. - Mów co wiesz.
    - Nic nie wiem na ten temat, Madara - odpowiedział tamten pewnym głosem, a lekki uśmiech ozdobił jego twarz.
    - Nie rób ze mnie idioty Jiraya - zaczął nerwowo grzebać w kieszeniach spodni, a po chwili wydobył z jednej sakiewkę wypełnioną złotem, który rzucił w stronę siwowłosego. Starzec zaśmiał się ochoczo. - Mów co wiesz, chciwy głupcze...
    Mężczyzna schował złoto do jednej z półek znajdującej się w pokoju, po czym usiadł na drewnianym krześle. Dziedzic wpatrywał się w niego nieprzerwanie, czekając na jakikolwiek odzew, którego nie dostawał od ponad minuty.
    - Kurwa mać... Powiedz coś! Nie mamy całego dnia, za kilka godzin wyruszamy na południe - odezwał się w końcu zniecierpliwionym tonem.
    - Daj mi pomyśleć! - złapał się za głowę, chcąc pokazać, że zastanawia się nad sytuacją i łączy fakty. - Około trzeciej przyszedł tu pewien facet z całkiem pokaźną ilością złota. Mówił, że już w sumie miał tej nocy jedną damulkę, ale skusi się na więcej. Trochę zdziwił mnie fakt, że miał pieniądze i to tyle pieniędzy, ale nie drążyłem tematu, bo wykupił trzy moje dziewczyny. Jego kobiety zwykle nie kończą za dobrze... Ale nie u mnie! Wiecie przecież, że tutaj takie rzeczy są niedopuszczalne! Nigdy nie pozwalałem na to, żeby podniesiono rękę na którąś z moich kobiet! Przysięgam ci - zwrócił się bezpośrednio do Itachiego, który dobre maniery stawiał na pierwszym miejscu - nigdzie nie będą miały tak dobrze jak u mnie. 
    Sasuke, Madara i Obito kiwnęli głowami w geście potwierdzenia jego słów, na co Itachi zareagował załamaną miną. To tylko potwierdzało jak często jego bliscy przebywali w tym miejscu. Jiraya był rozgadany jak zawsze, nikogo to nie dziwiło.
     - Wracając do tematu... Był trochę ubabrany błotem i krwią, ale nie zastanawiałem się nad tym dłużej. W Królestwie ostatnio ciągle pada. Ale deszcz nagania mi klientów, więc nie narzekam - rozłożył ręce, jakby chciał pokazać zgromadzonym bogactwo, które go otacza. - A co do krwi... Sam czasem jestem z niej brudny, wy pewnie też! Może polował czy coś...
     - Polował w nocy, tak? - zagadnął sarkastycznie Itachi.
    - Ludziom różne rzeczy przychodzą go głowy... No ale jak już tak mówicie o tej dziewczynie to myślę, że jego osoba mogłaby do tego wszystkiego pasować.
    - Co to za człowiek? - zapytał Madara, znudzony gadulstwem starca.
    - Zwykły degenerat, wielu tu takich. Zajmuje się głównie kradzieżami, gwałtami i morderstwami. Wychodzi na to, że wczoraj udało mi się to wszystko zrobić jednocześnie - opowiadał o tym wszystkim z pełną naturalnością.
    - Imię i nazwisko - polecił najstarszy Uchiha.
    - Wołają na niego Akunin.
    - Jest jeszcze u ciebie? - Sasuke podszedł bliżej starca z oczami pełnymi nadziei.
    - Wyszedł około szóstej - rozsiadł się wygodniej w krześle i ziewnął ostentacyjnie, sygnalizując zgromadzonym, że na nich już też czas.
    - Powiedz nam tylko - Itachi wstał ze swojego miejsca - gdzie go znajdziemy.
    - Tego nie wiem. Chociaż... Jeśli ma pieniądze, a jakieś pewnie jeszcze ma, całkiem możliwe że jest w Świńskim Łbie.
    - Mam do ciebie jeszcze jedną sprawę - zagadnął dziedzic, kiedy jego towarzysze opuścili pokój. - Wiesz może coś na temat ludzi Hyuga w Królestwie? Słyszałeś cokolwiek na ten temat?
    - Niestety nie... Ale jeśli chcesz to spróbuję się czegoś dowiedzieć.


    Itachi opuścił budynek z nieskrywaną ulgą. Czuł się niekomfortowo odwiedzając tego typu miejsca, a powód przez który był zmuszony zrobić to tym razem potęgował to uczucie. Dziwiło go jednak, że wizyta u starca faktycznie im pomogła.
    Wyglądało na to, że tego dnia nie będzie padać. Chmury trochę się przerzedziły, chwilami przepuszczając przez siebie słońce.
    Wiadomość o tym, że dowiedzieli się kto prawdopodobnie jest sprawcą ucieszył kobietę. Postanowili natychmiast udać się w przypuszczalne miejsce jego pobytu, które, jak się okazało, znajdowało się całkiem blisko.
    "Świński Łeb" swoim wyglądem nie zachęcał do wejścia do środka, zjedzenie tam czegokolwiek najpewniej skutkowałoby zatruciem. Tynk całkowicie zszedł ze ścian, ukazując stare murowane ściany. Na obdrapanych drzwiach widniał napis "Otwarte całą dobę". Z wewnątrz można było usłyszeć głosy, towarzyszył im bliżej niezidentyfikowany ostry zapach.
    - Ludzie w tej dzielnicy w ogóle nie śpią? -zapytał Tobirama, jednak nikt mu nie odpowiedział. - Wszystko tutaj jest otwarte przez całą dobę.
    Yumi milczała przez całą drogę, co zaniepokoiło Madarę. Może i nie był znawcą logiki kobiet, jednakże wiedział, że tak długie milczenie zwiastuje ogromny wybuch, którego nie chciał doświadczyć na własnej skórze. Zwykle kiedy ona sam milczał obmyślał jakiś plan, jednakże wątpił w to, że w tej kwestii są podobni.
    - Wchodzimy - otworzył gwałtownie drzwi i wszedł do środka, a za nim reszta zgromadzonych.
    Wnętrze Świńskiego Łba było brudne, ponure i śmierdzące. Tak samo wyglądała kobieta znajdująca się za obskurną, prawdopodobnie klejącą się ladą. Kilka osób z przygnębiającymi twarzami siedziało przy stolikach. Większość z nich miała na głowach kaptury. Niektórzy leżeli na blatach otoczeni butelkami z ciemną zawartością. Raczej nikt z nich nie przyszedł tam na śniadanie.
     - Ja się tym zajmę - zwrócił się Itachi do swoich towarzyszy. Podszedł do baru i niepewnie spojrzał na kobietę. - Dzień dobry - uśmiechnął się życzliwie. - Mógłbym łaskawie prosić panią o pomoc?
    Kobieta kiwnęła głową w odpowiedzi, prawdopodobnie nie rozpoznała w swoim rozmówcy syna Króla.
    - Szukamy pewnego człowieka. Mówią na niego Akunin. Byłaby pani tam dobra, żeby powiedzieć mi gdzie mogę go znaleźć.
    Nie odpowiedziała. Podniosła tylko rękę i wskazała mężczyźnie najbardziej oddalony stolik, znajdujący się w kącie sali. Wszyscy równocześnie odwrócili się w wskazaną przez kobietę stronę. Ujrzeli mężczyznę w średnim wieku. Siedział przy stole samotnie, towarzyszyła mu jedynie butelka z przeźroczystego szkła, do połowy wypełniona cieczą kolorem przypominającą herbatę.
    Zauważył ich po kilku sekundach, na jego twarzy pojawiło się zdenerwowanie i dezorientacja. Rozglądał się na wszystkie strony, w tym samym czasie Madara zaczął kroczyć w jego kierunku. Akunin zerwał się ze swojego miejsca chcąc uciec przez drzwi wejściowe. Niestety nieudolnie, zatrzymał go Shisui rzucając się na niego całym ciężarem ciała. Mężczyzna uderzył głową o betonową podłogę, aż w całym pomieszczeniu można było usłyszeć głośny huk.
    Kobieta, prawdopodobnie właścicielka lokalu, widząc to wszystko schowała się na zapleczu. Goście restauracji byli niewzruszeni, kompletnie nie zwracali uwagi na zamieszanie, do którego doprowadzili przybysze z zamku. 
    Młody Uchiha wstał z ziemi otrzepując się z kurzu. Towarzysze podeszli do nich i zaczęli wpatrywać się w leżącego na podłodze mężczyznę. Oczy miał zamknięte, a kończyny ułożone w nienaturalny sposób.
    - Nie żyje? - zapytał niepewnie najmłodszy Uchiha.
    Dziedzic przykucnął przy nieznajomym. Sprawdził mu puls.
    - Żyje, tylko stracił przytomność.- Świetnie - oznajmił wesoło Obito. - Teraz przynajmniej mamy pewność, że to on zamordował Muzai. Ktoś niewinny nie uciekałby na widok mężczyzn w mundurach.
    - Myślę, że to nie jedyny dowód - Madara wyciągnął z kieszeni Akunina skórzany mieszek. - To ten sam, który dałaś wczoraj Muzai?
    - Tak - odpowiedziała stanowczo Yumi. Uśmiechnęła się, co zdziwiło jej przyszłego męża. To nie wyglądało na uśmiech spowodowany znalezieniem sprawcy, było w nim coś dziwnego i podejrzanego.
    - Co chcesz teraz zrobić? - zapytał z dozą wątpliwości w głosie. - Możemy zaprowadzić go do więzienia albo rozwiązać to w nieco inny sposób. Wybór należy do ciebie.
    - Powinniście szykować się do podróży. Sama to załatwię - uśmiech się powiększył i dopiero wtedy Uchiha go rozpoznał. Szaleństwo. Obłęd. - Potrzebuje tylko kilku żołnierzy do pomocy.
    - Da się to załatwić - był sceptycznie nastawiony na pomysłu swojej przyszłej żony, jednakże postanowił się jej nie sprzeciwiać.
    Jeśli da jej w tej sprawie wolną rękę to całkiem możliwe, że zobaczy co Yumi kryje za maską uroczej kobiety, którą tak często przybiera. Już wcześniej dała mu mały popis agresji i arogancji, a nie wiedząc czemu wydawało mu się, że to nie wszystko na co ją stać.
    - Zaniesiemy naszego nowego kolegę na koszary - odezwał się Shisui. - Zorganizuję tam kilku chłopaków, na pewno pomogą damie w opałach.



***

    Sasuke i Itachi spiesznym krokiem przemierzali ulice Królestwa, mijając po drodze wielu ludzi załatwiających swoje codzienne sprawunki. Starszy miał za niedługo wyruszyć na południe, a ta wycieczka pokrzyżowała mu plan przygotowań. Uliczki były zatłoczone i głośne, zmieniło się to dopiero kiedy weszli na rynek. Wyglądało to tak, jakby mieszkańcy Królestwa celowo unikali tego miejsca.
    Na środku placu znajdowało się przygasające już palenisko, a na przeciwko niego stał chłopak o blond włosach. Przyglądał się temu obrazkowi z niedowierzaniem i niesmakiem.
    Młody Uchiha był niesamowicie zadowolony kiedy dotarli na miejsce. Patrzał raz na brata, raz na palenisko, czekając na jego reakcję. Itachi wytrzymał widok tego co się przez nim znajdowało tylko przez kilka sekund. Zwrócił zjedzone pędem późne śniadanie. Był na to zdecydowanie za wrażliwy. Jego młodszy brat skomentował to głośnym śmiechem, Naruto wolał to przemilczeć.
     Akunin spoglądał na mężczyzn wybałuszonymi z bólu i przerażenia oczami. Nie wyglądał już tak jak zaledwie dwie godziny temu. Gdyby ogień utrzymywał się trochę dłużej zapewne nie dostrzegli by w nim człowieka, a raczej kupkę prochu. Usta mężczyzny zastygły w grymasie cierpienia, skórę miał spopielałą. Ciało z ledwością trzymało się słupa, do którego było przywiązane.
     Uchiha spostrzegł drewnianą belkę, na której ktoś w pośpiechu wyrył dłutem napis. 

"Od dzisiaj w ten sposób będą kończyć gwałciciele".


    Poszła o krok dalej niż jej przeciwnik. Agresja jest dla ludzi słabych duchem. Itachi odwrócił się na pięcie i odszedł bez słowa.


***


Witam! Wyszło dość długo, mam nadzieję, że was nie zanudziłam :)
Miałam niemały problem z tym rozdziałem. Kilka razy zaczynałam od nowa i szczerze to nie wiem czy jestem do końca zadowolona. Przez moment chciałam podzielić go na dwie części, ale to nie miałoby sensu. Tak więc jest 15 stron. I na tym koniec :D
Czcionka szaleje, ale to nic nowego.
Czekam na wasze opinie. Pozdrawiam ;*

6 komentarzy:

  1. Spodziewaj się ode mnie komentarza. PRzeczytam, jak tylko znajdę chwilę czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana, żebyś nie myślała, że przepadłam — za rozdział biorę się dzisiaj wieczorem. Mam taki dzień nadrabiania wszystkiego :D Muzyka to jakiś cud tutaj! A JAKI SZABLON! Rozkręcasz się, Esami :)

    JA TU WRÓCĘ!

    OdpowiedzUsuń
  3. No to się nam Yumi rozkręciła ;) Liczyłam na bardziej szczegółowy opis, ale i tak się ucieszyłam xD

    Korekta nieco szwankuje, z tego co zauważyłam. Ale w sumie to takie drobne literówki, i najważniejsze "Patrzeć" lub "patrzyć" nie "patrzać" :)

    Czekam na kolejny rozdział!
    Oddana fanka

    [mrok-weiry.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak dużo Uchihów, że aż mnie krew zalewa xD Wyobrażając ich sobie wszystkich razem to po prostu jeden wielki konkurs MISTERÓW. Ogólnie jakoś poza Sasuke za innymi Uchihami nie przepadam, nie wiem dlaczego, aczkolwiek uważam, że to jedni z najlepszych BISHÓW w anime ♥

    Widać, że masz pomysły i całkiem sprawnie przelewasz je na 'papier'. Przeczytałam z ciekawości i mimo że to nie do końca moje klimaty, to nawet mnie to zaciekawiło.
    Czekam na dalszy rozwój wydarzeń :)

    Pozdrawiam :D
    Blue_Bell [shiny-lights.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za komentarz <3
      W kolejnym rozdziale będzie jeszcze więcej naszego przystojniaka, więc powinnaś być zadowolona :)

      Usuń
    2. Nie mogłam zostawić bez komentarza Twojego bloga, skoro mój odwiedziłaś ♥

      Cieszy mnie to niezmiernie ♥

      Usuń